Korporacyjne szczury

IC_pb_01

– Lubisz władzę? Czy twoim życzeniem jest zająć się podbijaniem nowych lądów? – Cień za biurkiem powoli zwrócił się w stronę gigantycznych okien za nim. Teraz postać została zasłonięta całkowicie przez wysokie oparcie skórzanego, obrotowego, szefowskiego tronu. – Ja także ją lubię… to chyba najlepszy dostępny na rynku narkotyk i postanowiłem że dam ci go trochę skosztować. Będziesz naszą lokalną królową w nowo budowanym kopcu mrówek – powoli dotarł do ciebie sens jego wypowiedzi, czujesz podniesione tętno i nagły skok podniecenia. Tak właśnie działa ten narkotyk, teraz to ty masz władzę i nikomu jej nie oddasz… NIKOMU! Dopiero co budująca się metropolia na świeżo skolonizowanej planecie będzie twoja, musi być…

Chcieliście kiedyś pograć w grę kafelkową (tile placement), tak by gra była czymś więcej niż losową układanką? Jeżeli tak, to przedstawiam wam grę, która, jak się okazuje, wielu ludziom przeszła obok radaru – Infinite City.

Tytuł wydany nakładem wydawnictwa AEG w 2009 roku, nigdy nie pojawił się w wersji polskiej. W mojej opinii nie powinno to stanowić większego problemu, bo, raz że nie jest to angielski ciężki do zrozumienia, dwa nie ma znowu tak dużo kafelków, żeby nie można było sobie z nimi na spokojnie siąść i przetłumaczyć, gdy ktoś faktycznie nigdy z angielskim do czynienia nie miał.

IC_components_01

Co znajdziemy w pudełku? 120 kafelków miasta (dostępne jest jeszcze mini rozszerzenie z 6 kafelkami, które warto dorwać) oraz 90 drewnianych znaczników graczy w sześciu kolorach. Grafika na rewersie kafelków przywodzi na myśl klimat techno noir – pierwsze skojarzenie, jakie miałem, dotyczyło filmu Renaissance z 2006 roku, który w zasadzie ładnie zgrywa się z naszą „kaflówką”. Awers natomiast, w kwestii kolorystycznej i stylu przedstawienia budynków i oznaczeń, wyraźnie wchodzi w klimat Bioshock. Pierwszy raz, gdy przeglądałem ilustracje, jakoś awers z rewersem mi się nie zgrywały, ale po czasie, muszę przyznać, że zachowanie się grafik względem siebie także wgryza się w klimat twardego noir, osadzonego w retrofuturyzmie i koniec końców współgra ze sobą. Istnieją spore szanse, że doprawiam wam teraz smak tej gry bardziej niż potrzeba, bowiem mimo, że świat przedstawiony wokół planszy jest jako nowe miejsce do zasiedlenia, gdzie mega korporacje toczą zaciekłą walkę o rozbudowę, a potem kontrolę nad miastem, to w rzeczywistości Infinite City jest szybką grą euro, w której temat ma małe znaczenie (acz przy odpowiednim nastawieniu do gry można się w nim doskonale bawić) – po pierwszej około godzinnej grze, spokojnie można potem zamykać partie w pół godziny.

IC_startup_01

Ok, to teraz trochę mechaniki. Każdy z graczy (2 do 6) otrzymuje do ręki 5 kafelków oraz 15 pionków w wybranym dla siebie kolorze, z pozostałych tworzymy jeden wielki stos, z którego będziemy dobierać nowe kafle, a na środku stołu układamy krzyż z 5 losowych, odwróconych rewersem do góry kafelków. Przygotowanie do gry mamy za sobą, to teraz jak wygląda tura gracza. W swojej turze najpierw należy wyłożyć awersem do góry kafelek z ręki stycznie krawędzią do dowolnego leżącego na planszy, dobrać nowy tak, by znowu mieć 5 na ręku, oznaczyć wyłożony kafelek naszym pionkiem i wykonać instrukcję z kafelka – tyle. Cała zabawa wychodzi właśnie podczas rozpatrywania kafelków, bo znakomita większość z nich pozwala na dodatkowe ruchy, albo wprowadzanie jakichś świństw wobec pozostałych graczy.

IC_inprogres_01

Zakończyć grę można na dwa sposoby, pierwszym z nich jest dołożenie do miasta piątego kafelka „Power Station” – kończy on natychmiastowo rozgrywkę i należy przejść do liczenia punktów. Drugi sposób to wystartowanie ostatniej tury, w momencie, gdy jeden z graczy na koniec swojej nie posiada już żadnego tokena do oznaczania kafelków. Pozostali gracze dostają wtedy po jednej turze i gra się kończy liczeniem punktów. Nawet jeżeli podczas swojego ostatniego ruchu któryś z graczy wyrzuci z planszy pionek tego, który zapoczątkował ostatnią turę, do niego już tura nie wraca. Czas na liczenie wpływów (punktów zwycięstwa) – zliczamy je w trzech kategoriach, po czym sumujemy. Każdy kafelek, na którym gracz ma swój pionek i jest oznaczony ramką ze srebrnymi pierścieniami, wart jest dla niego jeden punkt. Każdy kafelek z pionkiem gracza i wartością punktową w lewym górnym rogu jest dla niego wart tyle, ile wartość ta przedstawia. Na koniec każdy ciąg minimum 3 kafelków stycznych do siebie, które mają na sobie pionek danego gracza, daje tyle punktów, ile kafeków jest w ciągu – ciąg może być łamany, kafelki nie muszą być ułożone tylko w pionie, albo tylko w poziomie. Zsumowanie tych wartości daje nam zwycięzcę, który jako największy strateg i cwaniak, stał się najbardziej wpływową korporacją w nowo zbudowanym mieście. Koniec – można zaczynać nową partię, żeby się zemścić!

IC_cardtype_01

Gra wpadła w moje ręce przypadkiem w 2014 roku, szukałem czegoś ciekawego z kategorii gier kafelkowych, a popularne Carcassonne kompletnie mi nie pasowało, bo przez brak interakcji, mało interesującego klimatu, olbrzymiej losowości i ograniczeniu do tylko 4 graczy było dla mnie po prostu nudne (nawet z dodatkami). Wertując kolejne strony allegro za ciekawymi ofertami cenowymi, akurat znalazłem mało używane Infinite City za 70 pln już z dodatkiem, i to był strzał w dziesiątkę. Nawet po niedawno poznanym Kakao, ta gra w kategorii „szybkie kafelki” nie ma sobie równych. Losowość jest ograniczona do doboru karty (gdzie są 23 rodzaje, więc mniej więcej 5-6 powtórzeń kafelka), a reszta gry to strategia w kontrolowaniu tego, co się robi i co ktoś robi. Poza tym jest miejsce na blef, podgadywanie i napuszczanie na siebie innych graczy. Strategia prowadzenia partii także jest dość elastyczna. To czy się przyjmie taktykę budowania własnego imperium czy rozbijania cudzego z podkradaniem kawałków wpływów zależy tylko i wyłącznie od nas. Oczywiście zależnie od tego ile i jakich osób gra, inna taktyka będzie miała większe szanse na powodzenie. Jedyne co zauważyłem w niemal każdej grze 3 lub więcej osobowej to – lepiej ścigać niż być ściganym (normalnie jak w need for speed). Gracze automatycznie obierają sobie za cel do zgniecenia kogoś, kto miał dobry start – co często ich gubi, bo właśnie wtedy jakiś szczwany lis biegnący w cieniu lidera, będzie cały czas napuszczać ich na niego, sam się budując, by na koniec zgarnąć wygraną. Dodam że dobry start nie jest wyznaczany przez to, że ktoś miał farta i dobrał przesadzone karty, bo takich w tej grze nie ma i piszę to z perspektywy rozegranych ponad 50 partii – tylko dobrego kombinowania zagrywanymi kartami. Jeszcze odnośnie interakcji, to w tej grze nie uświadczysz pozytywnej – gra działa stricte na zasadzie „a masz za swoje!” i „mój interes przede wszystkim, nie ma miejsca na uprzejmości”. Co właściwie uświadomiło mi, że osadzenie jej w realiach szczurów wyścigowych, jakimi są korporacje, nie jest takie bez znaczenia. Po dwóch latach ogrywania tego tytułu, dalej często wraca na stół i się nie nudzi, serdecznie go polecam przynajmniej wypróbować. Więc utwardź skórę i szykuj się do mataczenia żeby zdobyć władzę nad miastem!

One comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *