Bestie na tronie

PWT_pb_01

Cthulhu, King Kong, Godzilla i kilka innych potworów wchodzi do baru… a potem zaczyna się karczemna bijatyka rodem z Pacific Rim. Ubij pozostałych, albo obłów się najbardziej z całej zgrai. Dzisiaj przypominam wyśmienitą kościankę od Richarda Garfielda – Potwory w Tokio z dodatkiem Doładowanie.

Gra pojawiła się na rynku w 2011 nakładem wydawnictwa IELLO, w wersji polskiej z 2013 wydawcą jest Egmont. Od pojawienia się zdobyła rzeszę fanów i kilka nagród. W tej chwili możemy cieszyć się także jej nieco bardziej rozbudowanym następcą – Potworami w Nowym Yorku. Rok po wydaniu planszówki pojawił się do niej dodatek – Doładowanie, na którego rodzime wydanie musieliśmy trochę poczekać bo aż do 2015. W oryginale pojawił się jeszcze jeden dodatek – Halloween, ale ze względu na brak polskiego wydania, póki co pozwolę sobie go pominąć w tym wpisie.

PWT_mon_02

PWT_mon_01

W pudełkach zarówno wersji podstawowej jak i dodatku znajdziemy dobrą i dopasowaną wypraskę, niestety, jeżeli chcemy trzymać wszystko w jednym pudełku, będziemy musieli się jej pozbyć. Komponenty są bardzo dobrej jakości i nie można im nic zarzucić. W Potworach w Tokio mamy osiem ciężkich sześciościennych kostek, talię kart technologii, sześć kart postaci razem z pionkami i podstawkami, małą planszetkę do gry, trochę żetoników i plastikowych kosteczek będących znacznikami energii – potocznie zwanych przez moją ekipę do gry żelkami. Doładowanie natomiast dorzuca nam stos kart ewolucji, kilka żetonów i nowego potwora razem z pionkiem i podstawką.

PWT_cubes_01

Cel gry to pozostać jedynym przy życiu, albo zwyciężyć przez najszybsze zebranie dwudziestu punktów doświadczenia. Gra jest prosta do bólu i tłumaczy się razem z dodatkiem w około pięć minut. Rzucasz kostki, masz kilka przerzutów, a końcowy wynik stosujesz do siebie i innych. Z wyników rzutów możesz pozyskiwać kostki energii, punkty doświadczenia, odzyskiwać utracone punkty żywotności albo bić potwora lub potwory, zależnie od tego czy aktualnie jesteś w Tokio czy poza nim. Po rzutach, jeżeli cię stać, możesz sobie kupić tyle kart technologii na ile masz energii, albo je odrzucić jeżeli nie chcesz, żeby były dla kogoś dostępne. Razem z dodatkiem dochodzi jeszcze możliwość dobierania kart ewolucji za odpowiednie symbole z zachowanego rzutu.

PWT_cards_01

PWT_token_01

Właściwie to tyle, gra jest prosta lecz nie prostacka. Mimo festiwalu losowości pozwala na strategiczne zagrania i planowane działanie. Początkowo obojętne było jakim potworem gramy, a różnicę stanowiły jedynie kupowane karty technologii. Razem z dodatkiem każdy dostał specjalizujące go w jakiejś dziedzinie karty ewolucji, co dołożyło jeszcze nieco strategii do rozgrywki. Grywałem w ten tytuł z bardzo różnymi ludźmi. Partie potrafiły zajmować od 15 minut do nawet godzinnych bitew. Gra pozwala bawić się w nią razem ludziom chcącym się odprężyć i nie zastanawiać się nad tym co robią, tylko radośnie sobie rzucać, jak i komuś chcącemu trochę pogłówkować i zmaksymalizować efekt swoich rzutów. Bywają momenty kiedy ktoś postawi wszystko na jedną kartę i mając niesamowite szczęście wygra, bywa też, że ktoś planując coś tak by przyniosło najbardziej prawdopodobny wynik, odpadnie zbierając szczękę z podłogi po najbardziej nieprawdopodobnie niefartownej serii rzutów. Wszystko to natomiast rozgrywa się w nienerwowej atmosferze, towarzystwie śmiechów i dobrego humoru.

PWT_game_01

Ta gra w mojej opinii to coś, co musi się znaleźć w niemal każdej kolekcji. Jedynie największym przeciwnikom kostek bym jej nie polecał. Niesamowita do ogrywania w dowolnym przekroju wiekowym graczy. Świetny tytuł na wprowadzenie ludzi w świat planszówek, przyjemny wypełniacz pomiędzy ciężkimi tytułami. Sprawdza się też jako główne danie planszówkowych spotkań. Ze względu na szybkość rozgrywki nieraz któraś z pokonanych bestii pragnęła rewanżu i tak gra rozpoczynała się partia za partią wypełniając czas. Bez dodatku będzie dawała równie duże pokłady zabawy, ale razem z niepozorną talią specjalnych umiejętności naprawdę świeci i warto mieć ją razem z tym dodatkiem.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *