Wakacje w szkole

SNK_pb_01

Wakacje ruszyły z kopyta, więc można wracać do szkoły… planszowej szkoły, właściwie to planszowej szkoły w klimacie manga/anime. Saigo no kane (最後の鐘) , czyli „Ostatni dzwonek” to gra o przepychankach między-uczniowskich w wyścigu na stołek prezydenta samorządu uczniowskiego.

Grę ogrywam od jakichś dwóch, może trzech tygodni w różnym towarzystwie i zaliczam ją do grupy gier wartych uwagi, które przeszły mi obok radaru. Produkcja z 2008 autorstwa Marcina Podsiadło, wydana nakładem Wolf-Fang to lekkie i przyjemne euro w równie lekkiej i przyjemnej otoczce.

SNK_game_01

Komponenty budzą mieszane uczucia, na plus jest to, że są solidne, ale na minus robią wrażenie trochę niedoszlifowanych. Z jednej strony mamy wytrzymałe pudełko z całkiem funkcjonalną wypraską, upchane grubymi kafelkami przedmiotów i uczniów, drewnianymi znacznikami popularności i pieniędzy, równie grubą planszą do gry, stosem żetonów talentów oraz pionkami graczy, sztywnymi kartami nauczycieli i zadań, tak że koszulki na karty są zbędne. Do tego wszystko pokryte papierem z którego nic się nie zetrze – gra pancerna. Całość z grafikami w stylu mang i filmów animowanych z Japonii lat dziewięćdziesiątych, które są przyjemne dla oka i nie rażą obecnie powszechnym fanserwisem w postaci nadmiernych dekoltów albo niesamowicie krótkich spódniczek. Prace Joanny Krótkiej, Agnieszki Mirosław i Tomasza Tworka w mojej opinii bardzo dobrze oddają klimat oglądanych za dzieciaka szkolnych seriali przygodowych, a po każdej z rysunkowych postaci widać, że ma swój indywidualny charakter. Z drugiej strony poziom komponentów obniżają błędy w druku. Generalnie to są drobnostki, bo jako przykład można podać brak znaku mnożnika między ilością i rodzajem talentu ucznia, albo różnice w nasyceniu kolorów na kafelkach tego samego typu i pomyłkę przy czterech kartach zadań, gdzie zamieniono miejscami kolorystykę rewersu kart. W wydaniu które posiadam co prawda zostały dołożone naklejki z odpowiednimi rewersami co całkowicie zażegnuje ten problem, nie mniej jednak te drobnostki źle wpływają na postrzeganie gry.

SNK_box_01

Co do mechaniki gry także mam odczucia „fajne,ale”. Całość to pięcio-turowy wyścig, gdzie co turę zbieramy zasoby, żeby na koniec tury je wydać i zyskać punkty zwycięstwa, dodatkowe punkty otrzymujemy za ilości kontrolowanych zasobów. W turze każdy z grających za każdym razem gdy przyjdzie jego kolej, wykonuje jedną z kilku dostępnych akcji. Tura trwa aż wszyscy nie powiedzą pas. Ze względu na to, że w swojej kolejce wykonujemy jedną szybką akcję, gra nie pozwala się nudzić nieaktywnym w danym momencie graczom. Z akcji mamy do wyboru: zakup przedmiotu, zwerbowanie ucznia, pozyskanie talentów z posiadanego ucznia, zagranie karty nauczyciela, wymianę żetonów talentów lub spasowanie. Przy czym póki wszyscy po sobie nie powiedzą pas, można wrócić do gry wcześniej strategicznie przeczekując kolejkę. Gra też zawiera negatywną interakcję. Bezpośrednia zawiera się w kartach nauczycieli, których nasyła się żeby uszczuplić zasoby przeciwnika, pośrednia ma miejsce, kiedy podbieramy czyjś upragniony przedmiot lub ucznia z puli dostępnych kafelków, oraz wykańczania dostępnej puli żetonów talentów. Jest tylko pięć rodzajów nauczycieli, z czego blisko jedna trzecia pozwala na negowanie zagranych na siebie kart negatywnych i są to jedyne karty zagrywane w kolejce przeciwnika, nie będące akcją. Pojawiało się czasem zdanie, że z powodu ilości nauczycieli kontrujących negatywne skutki, karty te to strata akcji. Nie zgodzę się z tym w pełni, po prostu promuje to zaangażowanie w gnębienie danego gracza wszystkich, bo kontra kontry przepycha efekt pierwszej zagranej karty. To jest ciekawy aspekt strategiczny, kiedy trzeba podjąć decyzję czy pomóc komuś zaaplikować jakąś karę, czy zostawić sobie kartę do ewentualnej obrony. Partie nie są przytłaczające czasowo, bo zajmowały maksymalnie trzy godziny razem z tłumaczeniem zasad.

SNK_players_01

SNK_token_02

Wszystko to dla mnie jest pozytywne w mechanice. Czas teraz na kilka mniej pozytywnych spostrzeżeń. Wszystko dobrze się sprawdza przy grze w liczbie czterech graczy, niestety źle się skaluje w dół – im mniej graczy tym większa przewaga toczącej się kuli śnieżnej. Podczas partii czteroosobowych można mieć kilka taktyk na wyłapywanie punktów zwycięstwa i będą one miały równe szanse na wygraną. Przy trzech osobach już trzeba się trochę napocić, jeżeli nie idzie się drogą „kupuj jak najwięcej żeby mieć jak najwięcej”, ale przy partii jeden na jeden nie ma się już szans. Niestety, ale wtedy próby podbierania kafelków, albo zagrywania negatywnych kart są straconą akcją. Wtedy gra zamienia się w praktycznie bezinterakcyjny wyścig, w którym wszelkie negatywne zagrania przechodzą niemal bez echa. Nie zrozumcie mnie źle, to dalej będzie bardzo przyjemna rozgrywka z nieco większym polem do popisu jak zmaksymalizować swoje zyski – po prostu będzie się zawierać w jednym schemacie, który pozbawia ją skrzydeł.

SNK_cards_01

SNK_token_01

Czy dałoby się temu jakoś zaradzić? Myślę że tak, gra jest otwarta na dodatki pod postacią nowych przedmiotów, uczniów, kart nauczycieli czy nawet dodania asymetrycznych umiejętności dla naszych kandydatów na prezydenta samorządu. Mogłoby to spokojnie dodać więcej smaczków i zbalansować skalowanie gry w zależności od ilości graczy. Sam od ręki mam kilka pomysłów na takie karty nauczycieli, które zapewne sobie wydrukuje, ogram i jeżeli się sprawdzą dorzucę do pudełka, bo polubiłem ten tytuł i szkoda mi, że cierpi przez niedoszlifowanie.

SNK_tiles_01

Czy warto odkopywać tego ośmiolatka? Nie poleciłbym jej z czystym sercem ze względu na wszystkie minusy, które w niej znalazłem, gdy razem ze znajomymi ją ogrywaliśmy. Z drugiej strony sam często zachęcałbym do zagrania w Saigo no kane, kiedy tylko byłaby ku temu okazja, czyli cztery osoby i chęć zagrania w coś lekkiego i przyjemnego. Również zachęcałbym do zwrócenia na nią uwagi osoby lubiące japońską kreskę, bo naprawdę dobrze trzyma ten klimat. Więc może kiedy nadarzy się wam okazja zagrać, dajcie jej szansę i sami zdecydujcie, co o niej sądzicie. Według mnie gra prosi się o doszlifowanie i cieszyłbym się gdyby światło dzienne, przykładowo dzięki któremuś z portali crowdfundingowych, miała ujrzeć następna, poprawiona albo rozszerzona edycja. Podstawa to mieć pieczę nad dokładnością wykonania, której w obecnych wydaniach zabrakło, co trochę mnie zdziwiło, bo nie jest to pierwsza gra Wolf-Fang.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *