XXX-Komicznie

XTBG_post_box

Znacie XCOM? Taka stara gra komputerowa o kosmitach i bronieniu się przed ich inwazją. Ostatnio grałem w tę grę, tylko że na planszy. Dodam, że w niesamowicie banalną grę… Normalnie jak Ojciec Wirgiliusz (polski odpowiednik Simon says). Taka prosta znaczy. Dokładnie tym jest dla mnie ta gra.

I wiecie co? Bardzo dobrze mi się w nią grało i z ochotą zagram w nią znowu. XCOM to niezwykle dobrze opakowana „rób co ci każę” gra – najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie słuchacie się innego dzieciaka z przedszkola tylko napieracie na czas we czwórkę (w moim przypadku) dorosłych ludzi pod dyktando aplikacji – tak kurde, głupiego zbioru skrypcików i tajemnych emulacji rzutów kośćmi.

XTBG_board01

W pudle dostajesz kilka kości sześciościennych ze specyficznymi ikonkami i jedną ośmiościenną. Poza tym planszę, która według mnie mogłaby być nieco większa przez co wygodniejsza,trochę kart w trzech rozmiarach, wypraskę z żetonami m.in. mamony i sukcesów, a na końcu całkiem ładny stos figurek żołnierzyków i stateczków kosmitów oraz ziemian. Całość czerpie grafiki z remake’u XCOM’a wydanego przez 2k Games w 2012. Wszystko wygląda bardzo ładnie i klimatycznie. Aplikacja, która jest dostępna nieodpłatnie, podobnie ma interfejs czerpiący z komputerowego pierwowzoru, do tego jeszcze stanowi podkład audio do rozgrywki razem z piknięciami i plumknięciami oraz muzyczką.

Każdy z graczy dostaje swoją rolę. Możecie być:

  • Głównym oficerem – przekazuje co aplikacja kazała, układa żetony satelitów i statki kosmitów,
  • Kapitanem oddziału – który wykłada karty kosmitów, karty misji i żołnierzyki na te misje,
  • Dowódcą – liczącym mamonę przydzieloną przez apkę, odkładającym na stos kryzysy i przydzielającym na mapę przechwytywacze (interceptory),
  • Głównym naukowcem – wykładającym karty badań i żetony naukowców.

Element decyzyjny w całej grze opiera się na wybraniu czegoś, czego wynik prawdopodobnie będzie i tak zależał tylko i wyłącznie od rzutu kostkami, na których macie tylko 30% szans na sukces. Gra jest sprzedawana jako kooperacja gdzie decydujesz o losach planety w starciu z kosmitami – niby jak pierwowzór, z tym że XCOM komputerowy jest grą gdzie faktycznie liczy się strategia i planowanie, a gracz ma spory element decyzyjny. Skupmy się teraz na naszym małym potworku od FFG i zróbmy małą analizę co tak właściwie umożliwia nam ta „kooperacja”.

XTBG_dice01

Zanim to zrobimy jeszcze opisze szybko jak zdobyć sukces podczas turlania, bo to ważne dla dalszej analizy – turlasz (1+ X) k6 i 1k8 gdzie X to ilość dodatkowych, poza pierwszą jednostek/specjalizacji (satelitów, naukowców, interceptorów itd.) – jak wcześniej pisałem 30% szans i tyle radości jeżeli wypadnie potrzebna ci liczba sukcesów, z tym że jak nie wypadnie, to cóż… możesz rzucić znowu. Tym razem wyjaśnimy do czego k8 – otóż to kostka reprezentująca ryzyko podejmowania rzutów na sukcesy – za każdym razem jak próbujesz możesz zaliczyć wtopę, poziom do jakiej wartości wtapiasz określa ile razy ciśniesz farta i tak przy pierwszym rzucie porażkę zaliczasz na 1, za drugim razem na 1 i 2 itd. aż do 5. Powyżej 5 możesz rzucać ile chcesz, ważne żeby na k8 zawsze wypadało 6,7 albo 8 i tyle. Jak przegrasz rzut to nakładasz jeszcze efekty sukcesów które ci się przy nim trafiły i kończysz rzucanko, niszcząc/dezaktywując zasoby/jednostki które pozwalały ci na te rzuty.

XTBG_central01

Dobra, to wracamy do analizy decyzyjności i zaczynamy od Głównego oficera – po spojrzeniu na kartę jego zadań, jedyny element decyzyjny który do niego należy to przypisanie od 1-3 satelitów do obrony orbitalnej – gdzie apka może zdecydować że statków do pokonania będzie miał od groma. Ale tak po prawdzie to nieważne, bo nawet mając jednego satelitę może nagrzmocić w teorii za każdym razem na k6 sukces i na k8 wynik 6+. A co?! Satelity Rambo nie widzieliście? Więc czy ta decyzja miała jakiekolwiek znaczenie? Nie bo i tak całość zależała od k8 i k6.

XTBG_science01

Lecimy dalej – Główny naukowiec – wybiera karty badań i przypisuje do nich naukowców oraz zużywa martwych kosmitów – co w rzeczywistości wygląda tak: możesz wybrać 3 dowolne karty badań i położyć na każdej 1 naukowca, bo wiesz co się stanie? tak dokładnie będziesz rzucał k6 z k8 możesz oczywiście dobrać k6 za każdego martwego kosmitę którego poświecisz ale po co, przecież możesz mieć farta – zwyczajowy sukces i 6+ (nazywajmy go dalej Złotym Fartem).

XTBG_command01

Ok czas na Dowódcę – dostaje na początek tury N kasy określonej przez aplikację i ma pilnować żeby ilość wyłożonych jednostek na planszy (interceptory, satelity, badacze, żołnierze) nie przekroczyły tej wartości – z tym że po co skoro jak już mamy nasz Zloty Fart, wystarczy zawsze wszędzie wykładać po jednym elemencie na sekcje. Dalej ma przypisać ilość interceptorów do kontynentów, ale to bez znaczenia bo Zloty Fart i 1 statek na kontynent styka. Na koniec ma wybrać kartę kryzysu który będzie rozpatrywany. Znów co za różnica skoro Zloty Fart zniweluje go w oka mgnieniu.

XTBG_squad01

Na koniec Kapitan oddziału – wykłada obcych do wykończenia, potem decyduje kogo pośle żeby je zabić – fajnie, fajnie ale dany soldat może rzucać k6 z k8 na kosmicie z którym ma zbieżny symbol umiejętności, a że każdy żołnierzyk ma 2 symbole to wystarczy wysłać dwóch rambo z niepowtarzalnymi znaczkami i Zloty Fart załatwi sprawę za nas. Następne co należy do Kapitana to wybór misji a potem wykonanie jej – co wygląda tak że wybiera sobie misje na której będą jakieś znaczki i ponownie 2 maks 3 (niektóre misje mówią ze żołdak jest jednorazowy stąd 3) żołnierze tak by stykało na jedna ikonkę na część misji (misje maja 3 części do zdobycia sukcesów) Zloty Fart i jesteśmy szczęśliwi.

Koniec końców zdarzy się że apka ma dość i już jej się nie chce mówić co mamy robić, więc daje info że misja finałowa jest odblokowana, w istocie niczym się ona nie różni od zwykłych misji i znowu Kapitan oddziału wypuszcza maks 3 ziomków ze Zlotym Fartem no i to jest koniec. YAAAY wygraliśmy! „WOW tyle decyzji, strategia bardzo” powiedziałby pieseł… masakra.

„Hola hola narzekaczu” powie przeciętny fan podejmowania decyzji „a co z kartami które się wybiera: badania, misje i kryzysy”. Odpowiem kij z nimi drogi przyjacielu – każda z wybranych kart skupia się na tym by dodać/odjąć ilość kostek, dodać/odjąć wartość do wyniku na kostce, zniwelować/spotęgować efekt sukcesu/porażki na kostce. Tyle… cala ta gra to jeden wielki rzut kostką. Decyzje nie mają znaczenia jeżeli uznać Zloty Fart.

Tragiczna ta gra no nie? Nic bardziej mylnego! Gra jest świetna, podoba mi się jak nie wiem co z kilku względów:

  1. Jest na czas i to generuje ciśnienie w drużynie
  2. Apka z muzyką i grafiką robi dodatkowo wciągający klimat
  3. Adrenalina wywołana wcześniejszymi powodami daje przekonujące złudzenie decyzyjności
  4. Kostki i karty mataczące wynikami tych kostek dają ponownie złudzenie decyzyjności i bardzo dobre poczucie igrania z losem
  5. Poziom rozrywki – wszystkie wymienione rzeczy to czysta rozrywka – jeżeli tylko lubisz wchodzić w klimat i choć trochę fabularyzować to co się dzieje na planszy, to ta gra przyniesie ci kupę radochy nawet podczas przegranej partii.
  6. Mało znacząca rzecz w sumie, ale aplikacja i czas mocno ograniczają efekt tak zwanego alfa gracza który często w kooperacjach się pojawia dominując decyzje innym graczy. Dla niektórych takie osoby są frustrujące i psujące całą zabawę z grania gdy ktoś nie ma jak sobie z nimi poradzić.

XTBG_panic01

Generalizując wszystko co wcześniej wymieniłem podczas tej analizy można zaaplikować do znakomitej większości gier kooperacyjnych. Taka jest ich istota i albo się to zaakceptuje i pozwoli by świat przedstawiony nas wciągnął albo nie. Cześć dobrze zaprojektowanych gier z tego kanonu porywa gracza pięknie łudząc go możliwościami wyboru i dając wrażenie że to co robi ma jakieś większe znaczenie w rzeczywistości oddając mu możliwość igrania z losem, cześć zbyt jawnie pokazuje ze tylko kostka jest ważna i suche przeliczanie szans. Do takich udanych kooperacji właśnie zaliczam XCOM w którym immersja jest olbrzymia i zachęca zaraz po jednej rozgrywce by znów spróbować swoich sił z przeciwnikiem z kosmosu.

4 comments

  1. Mnie w ogóle odpychają gry, które do ”działania” wymagają aplikacji na smartfon. Dla mnie to całkowicie psuje ideę gier planszowych.

    Może ciekawe, ale jakoś mnie nie interesuje.

  2. Też tak miałem. O ile Alchemicy nie przekonywali mnie do aplikacji, to XCOM zrobił to. W tej grze jest użyta sprytnie i zszyta z całą grą na tyle dobrze, że podczas partii kompletnie myślisz o niej jak o zwykłym komponencie gry planszowej :]

  3. Wydaje mi się że do puki aplikacja jest, jak to wspomniał scovron „(…)zwykłym komponentem gry planszowej.” tak dalej możemy traktować takie gry jako gry planszowe. Zwłaszcza jeśli aplikację da się zastąpić. Np. w Alchemikach można zastąpić aplikację człowiekiem. Osoba ta będzie pilnowała przebiegu gry, ma do tego celu też odpowiednią planszę. Chociaż szczerze jakoś nie wyobrażam sobie żeby komuś się chciało, ale jest tak możliwość 😛

  4. Bardzo fajna gra! Jestem WIELOLETNIM FANEM SERII X-COM, jeszcze od czasów pierwszego „enemy unknown” z 1994 roku… aaaach ten czarno-biały monitor 🙂 potem był terror from the deep i uważam go za równie udany… Ale co ja się tu rozpisuję.

    Nowa seria xcom jest godnym następcą i równie udaną produkcją, natomiast planszówka o której tu mowa jest równie za… fajna, ale to co scowron napisał na temat rzutó kośćmi niestety się sprawdza, jest to pewna „blokada” gdzie co byś nie zrobił to i tak się wszystko „spartoli”

    A tak pozatym trzyma klimat, jest fajnym szybkim przerywnikiem i potrafi wciągnąć 🙂 POLECAM

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *